Poniżej przedstawiam felietony literackie i felietony o niewidomych.

1. FELIETONY LITERACKIE

W marcu 2015 roku ukazał się zbiór moich felietonów literackich, pod tytułem,,Widzieć  intelektem”.
Opowiadam w nich o codzienności przykładowego literata, jego problemach i troskach, a także radościach i sukcesach.
Felietony są pisane lekkim piórem z nutką satyry i specyficznego humoru.
Prezentują rozmowy niewidomego poety z sąsiadem z osiedla, panem Karolem.
Owe postaci różnią się sposobem wypowiedzi, sposobem bycia i rozumowania.
Mimo tak wielu rozbieżności okazuje się, że wiele ich łączy.
Początkowa nieufność przeradza się z czasem w  powoli narastającą prawdziwą przyjaźń.

Książka została wydana przez wydawnictwo My Book, które prowadzi sprzedaż internetową.
www.mybook.pl


 

NATCHNIENIE

Między świętami, a Sylwestrem, mój sąsiad znów wpadł w sidła literackich rozterek. Cały okres przedświąteczny nie miał sposobności spotkać mnie na osiedlu. W końcu zatęsknił za rozmową do tego stopnia, że odwiedził mnie w moim mieszkaniu.

– Dzień dobry, co pana sprowadza? – zapytałem z ciekawością.

– Psiakrencka, przyszedłbym prędzej, ale moje koty chorują i wiesz pan, jak to mówią, same problemy.

– Trochę mało się na tym znam, nigdy nie miałem żadnego zwierzęcia i naprawdę nie wiem, w jaki sposób mógłbym pomóc, proszę siadać. Pierwszy raz pan wspomina, że ma koty.

– Mam, chłopca i dziewuszkę. On to Pikuś, a ona Kiara.

– Dziwne imię Pikuś dla kota.

– Każdy tak mówi. Wolałbym inaczej, ale córa to wymyśliła.

– Skoro pan przyszedł, to rozumiem, ze koty miewają się lepiej?

– Prawie dobrze, ale nie o koty chodzi. Chciałbym pogadać. Te nasze rozmowy są dla mnie zawsze za krótkie. Nigdy nie zdążę zapytać pana o najważniejsze. Jak to jest z tym natchnieniem?

– Otóż, panie Karolu, już w czasach Wergiliusza szeroko perorowano de stimulo laboris ingenii…

– Łacina, Matko Boska – cicho westchnął mój rozmówca – to znaczy, co perforowano? – zapytał nieśmiało. Zreflektowałem się błyskawicznie:

– Szeroko rozprawiano o bodźcu do pracy twórczej, czyli o natchnieniu.

– Ja tylko chciałbym wiedzieć czy bierze pan kartkę i pisze, czy jakoś inaczej?

– Czasami przyjdzie do głowy interesujący wers, czy kilka słów. Bywa, że nagle zjawi się świeży pomysł na wiersz. Niestety rzadko się zdarza legendarne natchnienie, takie, które nagle powoduje, że wspaniała literatura powstaje w jednej chwili. Stefan Napierski powiedział: „najtrudniejsze w poezji jest połączenie rzeczywistości i natchnienia”.

– No dobrze. Ma pan jakiś plan na pisanie. I co potem? Dużo trzeba czasu, żeby wyszedł z tego wiersz? Bo jak ja mam jakiś plan na robotę, to wtedy wszystko se naszykuję, a jak nie mogę czegoś znaleźć to się wkurzam, jak wtedy kiedy ten młotek wcieło i…

– Panie Karolu, skoro pan pyta, to często wielokrotnie czytam, bardzo długo poprawiam, a i tak po tygodniu kartka ląduje w koszu.

– W takim razie to całe natchnienie, to, psiakrencka, jakaś lipa!

– Jadwiga Łuszczewska pod koniec dziewiętnastego wieku napisała: „Ten byłby zaprawdę najwyżej natchniony, kto by zgadł tajemnicę samego natchnienia”.

– No tak, a ja dalej jestem w kropce. Jest to natchnienie, czy go nie ma?

– Są takie tygodnie, miesiące, nawet całe pory roku, kiedy poeta jest w lepszej formie intelektualnej. To samo, jeśli chodzi o samopoczucie fizyczne, co też nie jest bez znaczenia.

– Już mam w głowie wszystko pokręcone! Tak se pan to robi… A ja myślałem, że te wiersze, których szaraczek Karol nie może pojąć, to są zwrotki natchnione i nie mam co się do nich zabierać. Teraz znowu słyszę, że trzeba się długo namyślać…

– Są wiersze, które powstały w pół godziny i niczego nie musiałem poprawiać, natomiast inne potrzebują dużo więcej czasu. Co więcej, poeci, którzy widzą, spisują swoje myśli na jednej kartce. Mogą coś dopisać, coś innego skreślić, postawić znak zapytania, albo sporządzić uwagę na marginesie. W moim przypadku sprawa nie jest taka prosta. Pisząc pierwotną wersję wiersza w systemie Braille`a nie mam marginesów. Nie mogę niczego zmieniać. Za każdym razem, kiedy chcę nanieść jakieś poprawki, muszę przepisać całość na nowo. Zdarza się, że utwór dwudziestowersowy powstaje godzinkę, czasem dwie, a niekiedy tekst ma" pecha” i pisanie trwa parę dni, albo nigdy się go nie skończy, bo zwyczajnie staje się dla poety mało ciekawy.

– Ma się rozumieć, że gdyby pan widział, mógłby pan napisać więcej książek…

– Niech pan nie przesadza. Bardzo możliwe, że gdybym widział, moje życie potoczyłoby się inaczej i w ogóle nie zajmowałbym się poezją. Musi pan wiedzieć, że co prawda brakwzroku mocno przeszkadza, są jednak sytuacje, w których pomaga.

– Psiakrencka, w czym to niby pomaga?

– Chociażby kompensacja. Kiedy wzrok jest wyłączony, to inne zmysły, na przykład słuch czy dotyk, automatycznie się wyostrzają, podobnie jest z wyobraźnią, która jest moim sprzymierzeńcem na co dzień, nie tylko przy pisaniu wierszy. Poza tym wzmożona uwaga.

– A na co pan tak musi uważać?

– Na wszystko to, na co pan nie musi, mając zdrowe oczy.

– No dobra. A co do tego natchnienia, wciąż jestem jak tabaka w rogu.

Thomas Alva Edison powiedział, że „geniusz to jeden procent natchnienia i dziewięćdziesiąt dziewięć procent wypocenia”. Co prawda do miana geniusza nie aspiruję, sądzę jednak, ze bez natchnienia, trudno stworzyć coś sensownego.

Kiedy zamknąłem drzwi za panem Karolem, czekała mnie jeszcze dyskusja z teściową o polityce. Matka mojej żony nie lubi obcych, a szczególnie nie przepada za moim sąsiadem. Na szczęście, teraz to ona opowie swoje nowiny, a ja będę mógł tylko kiwać głową i udawać, że rozumiem.



2. FELIETONY O NIEWIDOMYCH

W 2013 roku urodził się pomysł na cykl felietonów o problemach dotyczących środowiska osób niewidomych, pod tytułem: ,,Okiem masażysty”.
Były one prezentowane na antenie poznańskiego radia Merkury.
Ukazują sytuację społeczności niewidomych w dzisiejszych trudnych czasach.
Jak  sobie radzą, co ich porusza, jak są traktowani przez osoby widzące.
Zostały w nich zawarte historie smutne, wesołe, poruszające.
Powstają, aby pokazać, że ludzie z dysfunkcją wzroku, też mają swoje pragnienia, dążenia i pasje.
Udowadniają, że odrębny świat osób niepełnosprawnych jest tworzony przez osoby zdrowe, które narzucają swój stereotyp myślenia.




PARANOJA

 

Często w rozmowach pada pod moim adresem pytanie: czy pańska żona tez nie widzi?
- Odpowiadam, że widzi, po czym w głosie mojego rozmówcy słyszę coś pomiędzy zdziwieniem, a zachwytem z domieszką niedowierzania. Wyjaśniam, że jest wiele małżeństw, w których jedno nie widzi, a drugie jest osobą widzącą. Najczęściej słyszę wtedy: myślałem, że małżeństwa niewidomych są szczęśliwe i zgodne, oboje mają ten sam problem i na pewno potrafią się wspaniale rozumieć.

Nie przyjdzie im do głowy, że jeśli w związku nie ma choćby jednego widzącego oka, to jest im przede wszystkim bardzo ciężko. Niejednokrotnie słyszę, ze niewidomi powinni trzymać się razem, wspierać się wzajemnie, podtrzymywać na duchu. Moim zdaniem wada wzroku, czy jej brak nie może być kryterium doboru ludzi z którymi się spotykam.

Wiele lat temu, bodajże w Olsztynie, władze miasta wpadły na genialny pomysł. Postanowiły do nowo zbudowanego bloku ,,zapakować” samych inwalidów. Nie mam pojęcia, na ile ten projekt został zrealizowany, ale sama myśl była rodem z wyjątkowo upiornego horroru. Naprawdę, nie potrzeba wiele fantazji, żeby wyobrazić sobie w takim bloku pożar, albo inną katastrofę budowlaną.

Kiedy opowiedziałem o tym niewidomemu koledze, wyjaśnił mi co na ten temat myśli i było to więcej niż ciekawe.

-To jest paranoja stary- zaczął podniesionym głosem- chorzy na przerost prostaty też powinni się wspierać? Albo grubi, względnie łysi? To nie ma nic do rzeczy. Ludzie tak tylko mówią, żeby mówić - skwitował.

Na co dzień poruszam się w środowisku osób widzących, nie stronię od niewidomych. Tylko czasem wstrzymuję oddech, kiedy słyszę sakramentalne: A pana żona jest też niewidoma?

 

Krzysztof Galas


 

GROTESKA

Czasami zwykła teraźniejszość może się przeistoczyć w groteskę zupełnie jak u Mrożka. Kiedy byłem nastolatkiem miałem bardzo wesołe usposobienie. Formułowałem błyskotliwe śmieszne riposty, nie raz poważne historie obracałem w żart, ale sytuacja o której chcę opowiedzieć, niewiele brakowało, a przerosłaby nawet mnie. Żeby poczuć tamten klimat trzeba puścić wodze fantazji. 

Wyobraźcie sobie państwo 1982 rok autobus komunikacji miejskiej linii 63, w godzinach szczytu. Upalny letni dzień, w autobusie niesamowity tłok.
Ludzie z pakunkami, kobiety z dziećmi i bardzo dużo młodzieży.
Stoję w samym środku z białą laską na gumowym łączniku, trzymam się pionowej rury i nagle czuję, że ktoś mnie trąca w łokieć. Mimo ogólnego gwaru, niedaleko ucha słyszę zamazany głos mocno pijanego człowieka.

- Czy pan trochę widzi, czy nic?.

Pomyślałem, że w podstawówce poczułbym się zażenowany, ale w końcu mam osiemnaście lat, rozum na swoim miejscu i przecież nie będę przed nim uciekał. Zdecydowałem zagrać w jego grę bez względu na to, jakie będą jej skutki. Odpowiedziałem średnio głośno

- Nie widzę nic proszę pana.

- Pozwoli pan, że o coś pana zapytam, bez urazy..

- Niech pan pyta.

- Jak pan nie widzi, to skąd pan wie kiedy jest noc, a kiedy dzień?

Zauważyłem, że wokół nas zrobiło się nagle cicho. Odpowiedziałem natychmiast

- W nocy śpię, a w dzień chodzę po ulicach.

- No dobra-powiedział mój rozmówca-to skąd pan wie, czy jest zima, czy lato?

Teraz musiałem już być konsekwentny, bo wokół słyszałem pojedyncze uśmiechy.
Odpowiadałem coraz głośniej.

–Jestem ubrany tak jak dzisiaj, w koszulkę z krótkim rękawkiem i jest mi gorąco, z kolei zimą śnieg skrzypi pod nogami i nawet najgłupszy niewidomy musi się zorientować, że nadeszła.

- Chciałbym jeszcze o coś zapytać, ale mi głupio.

- Mogę do końca zaspokoić pańską ciekawość-odpowiedziałem

- No a z babkami, to jak pan sobie radzi?

- Załóżmy, że jest pan z kobietą i ma do czegoś dojść, gasi pan światło, czy zostawia zapalone?

- Gaszę oczywiście.

- Widzi pan, to mamy równe szanse.

Cały autobus zanosił się śmiechem, ale mój zamroczony rozmówca zaskoczył mnie jeszcze raz.

-Co do tych szans, to po ciemku ma pan dużo większe…

Życie niewidomego pełne jest niespodzianek i często bywa bardzo interesujące.

Krzysztof Galas