POEZJA

CZAS I MIEJSCE

Najpierw wystarczy
świadomie celebrować noc
niemalże wątpić w nadejście
nowego dnia

Później
kiedy świt obudzi dobrotliwy uśmiech
trzeba wytrwale ścierać kurze
z mebli i obrazów
osuszać drobne łzy na policzkach
hojnie rozdawać pocałunki

Wreszcie na koniec
najlepiej jakoś pod wieczór
zapomnieć o bólu ramion
usłyszeć echo wytęsknionych kroków
na drodze do celu
Uznać właściwy czas i miejsce

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie poezja.jpg

INTERNAT

ma zapach przypalonej kapusty
brudnej ścierki
i pasty do podłóg
nikogo nie rozpieszcza
niczego nie wybacza

Mama odjechała
zostawiła batystową chustkę obszytą koronką
żebym miał w co wytrzeć
zasmarkany nos

Nie do wiary
jak szybko nauczyłem się ukrywać
własne uczucia

Tu nie ma miejsca na litość
wzajemną sympatię
czy inne gesty przynależne dzieciom

Dwunastu siedmiolatków nie wspomina domu
wiedzą że nie warto prowokować łez

Od początku roku szkolnego
do świąt Bożego Narodzenia
wizerunki ukochanych rodziców
stały się prawie przezroczyste

Gorące ucho jeszcze trochę boli
nie umiem dość wysoko wspiąć się na palce
kiedy ręka rozwścieczonej wychowawczyni
skrupulatnie wymierza karę

MODLITWA O BŁĘKIT

Ten dom miał mieć jasne pokoje
pachnące drewnem podłogi
i gładkie poręcze na kręconych schodach

Nie ma domu ani mebli
jest nowa epoka
dawno już nie moja

Nie rozumiem tego świata
i rządzących nim praw

Codziennie modlę się o błękit
co ukłułby ślepe oczy
chłodną barwą
i oczyścił głowę z wątpliwości

Przekwitają moje sady
noce ocierają się o  bezsenność
świty pachną zniechęceniem

Kłaniam się losowi
czuję rosnącą wdzięczność
za każdy kolejny zanik pamięci

grafika - książki
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie poezja.jpg

NIE MASZ PRZYJACIÓŁ

szukasz śladu stopy na piasku
wyobraźnia ostrzega
przed przymykaniem oczu na codzienne zło

Za dużo widziałeś zbrodni
których nie chcesz pamiętać

Nie ma w tobie wiary w boską opiekę
łatwiej skłonny jesteś uwierzyć
w podstępne pułapki
czyhające na każdym kroku

Wymyśliłeś na własny użytek
filozofię ruletki
wierną przypadkowym zdarzeniom
pełną niewiadomych imion
pospolitych słów
zwyczajnych przedmiotów

Złudna to recepta
niczego nie ocala
bo nie ma skutecznego leku
na smutek

Świat stoi na ostrzu noża
dyktuje kolejnym pokoleniom
przemoc i egoizm

 RODZICOM

                      I

Mama przywołana z dzieciństwa
zakłada słoneczne okulary
wstydliwie ukrywa łzy
Zawsze gotowa stawić czoło
każdej przeciwności

Pamiętam ją
roześmianą w nieszczęściu
łagodnie pokorną
w kurzu gorzkiej drogi
przepraszającą wszystkich poszkodowanych
za krzyczącą niesprawiedliwość

Kołyszę w myślach
wypatrującą owoców okazanej dobroci
spełnioną cierpieniem
co dusi jak powróz

Wspominam ją cichą
pełną nadziei
ulepioną z miłości

Podczas dzisiejszych odwiedzin
krucha jak z porcelany
narzeka na skoki ciśnienia
dolegliwości nerek, kręgosłupa i stawów

Staram się zrozumieć zmianę
oskarżam upływające lata
obfitość grobów
w których leżą najbliżsi

W powodzi bezimiennych westchnień
cichnie jej młodzieńczy śmiech

                      II

Nie było nikogo między nami
tylko konflikt pokoleń
spełniał się nieodmiennie

Piszę ten wiersz żeby uwolnić prawdę
o nas
o moim zachwycie
nad ojcowską powagą
o miłości syna
co nie znalazła w porę
odpowiednich słów

Nie wskrzeszę naszych przyjaznych rozmów

Przygasły twoje mądrości
sprawiedliwe sądy pokryły się kurzem

Obracam w palcach sygnet
pamiątkę po Tobie
wyciągałeś go z szuflady
przy wyjątkowych okazjach

Zimne złoto spowalnia myśli
serce nie umie przywyknąć do straty

                         III

Nie mogę sobie przypomnieć
niezwykłej lekkości oddechu
znieczulony jak posąg
spoglądam kamiennymi oczami

Na powierzonej mi fotografii
czarno na białym utrwalone przestrogi
powaga biegnącego czasu
sekret bezdusznego przemijania

Matka i  ojciec
przestrzegali bym  był odpowiedzialny
rozsądny
obowiązkowy
zapewniali że wszystko się jakoś ułoży

Wybaczcie mi sprawiedliwi rodzice
że tyle razy się myliłem
że pod płaszczem ukrywałem
tak wiele wygasłych gwiazd
że niczego nie jestem pewien

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie istockphoto-475166962-1024x1024-1.jpg
grafika - książki

TWOJE OCZY

                               I

Wspominam szczegóły gorzkiego dzieciństwa
złe nowiny
rozpanoszone nieszczęścia
czas kiedy łatwo było
sprzedać duszę diabłu za odrobinę spokoju

Odkurzam w myślach dawne nagłe decyzje
słowa nie do cofnięcia
nieuniknione zależności
nieuchronne implikacje
jeżeli sen to przebudzenie
a jeśli miłość to łzy rozstania

Po wielu latach
mogę przestać celebrować upadki
świadomie kreślić nowy odcinek linii życia
pośród niczym niezmąconych pejzaży
na których dnie są kochające oczy-
moje ocalenie 

                               II

Już nie wrócę do tamtych łez
w cień czarnych drzew o zwiędłych liściach

Nie wchłonie mnie pustka
zobojętnienie
ani gwałtowność

Moja wyobraźnia gotowa na wiele
nareszcie mogę stać nad wszystkim
czym od dawna chciałem być

Stworzony przez ciebie od nowa
uwiedziony powabem oczu
słucham uważnie

Po zmierzchu każda kropla rzeki
przywołuje twoje imię

                               III

Znika błękit roztańczony
odsuwa się
ustępuje miejsca
zjawiają się zawzięte chmury
tłuste siwe matrony
opasłe i leniwe
rozsiadają się wszędzie
zanim napoją deszczem
do bólu wyschniętą ziemię

Ogromne krople
ślizgają się po brudnej szybie

Teraz kiedy poczułem ciepło oddanej kobiety
powoli godzę się z nieuniknionym
już mnie nie martwi
że moje oczy nie są głęboką zielenią
a jedynie dwoma kawałkami
gładkiego plastiku

Uchodzi ze mnie niepewność
ustępuje rozdarcie
przestaję się jąkać
wyrywam się z kręgu wmówionego mi
nieszczęścia

                               I

Patrzę w obojętne gwiazdy
na uśpionym niebie
w ciszy wrześniowej nocy
przyroda oddycha
początkiem kolejnej jesieni

Myślę
o urodzie zwykłego życia
o miłości i zrozumieniu
o tym że jesteś moją religią
wymodloną
wiarygodną
wartą każdego zachodu
że wszystkie nadzieje pokładam w tobie
a cała reszta
jest wyuczonym obyczajem
zdawkowym dodatkiem

XXX

Chciałbym tak żyć
żeby wymazać z pamięci wrogów
i chwiejne spojrzenia w przeszłość
uciec myślami od niedojrzałych pragnień
i podstępnych knowań
nie borykać się z codziennym obciążeniem
obłaskawić nieprzyjazną ciemność
odrzucić poczucie winy
nareszcie przestać się bać
układać resztę przyszłych dni
według własnych wyobrażeń

Chociaż raz zaistnieć
na swój bezwstydnie radosny sposób

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie poezja.jpg
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie istockphoto-475166962-1024x1024-1.jpg

XXX

Codziennie jestem zmuszony wybierać
rekonstruować wspomnienia
dodawać milczenie do wzruszeń
trzymać język za zębami

Topnieje moje dzieciństwo
z dnia na dzień coraz bardziej kruche
jak opadłe liście
młodość odchodzi w niepamięć

Kołysany chłodnym błękitem
nieustannie improwizuję
obserwuję rytuał życia
przez zamgloną szybę bezmiaru emocji

Samotność
staje się moim schronieniem
spłukuje gorzki posmak niezrealizowanych pragnień
już nikogo nie oskarżam

Przy wtórze mazurków Chopina
wymyślam łzawy poemat
stawiam posąg odlany z brązu
przekwitam
mijam
już niczego nie przyrzekam

XXX

Moje źrenice zapominają barwy
niebezpieczny świat poznaję przy pomocy rąk
palce suną łapczywie
po szczegółach kształtów

Moje dłonie muszą umieć więcej
bo oczy dotknięte wrodzoną wadą
okazały się bezużyteczne

Skazany na ćwiczenie woli
połączone z obowiązkiem godzenia się
z bezlikiem bolesnych sytuacji
podejmuję trudne wyzwania
nie ulegam ślepej niemocy
nie pozwalam się wykluczyć
ani zepchnąć na margines

Cenię to życie wydrążone ze światła
z każdym dniem mocniej

grafika - książki
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie poezja.jpg

XXX

Na przekór
panującej nam pazerności
nie gonię za pieniędzmi
wbrew ustalonym obecnie obyczajom
nie tęsknię za sławą
omijam szerokim łukiem
fabrykę przemocy i medialnego błota

Kilka lat temu podczas publicznej dyskusji
gdy wypowiadałem się przeciwko wojnie
jeden z adwersarzy nazwał mnie
tępym humanistą

Czułem się jakby fortuna obsypała mnie
gradem pocałunków

XXX

Ostrożnie siadasz przy oknie
z rozdartym sercem
z plikiem czarno-białych fotografii

Za oknem zakwitają róże
poranna godzina spija słońce
z wyszczerbionej szklanki nieba

Jeszcze niedawno zdawało ci się
że mogłabyś uciec
od nagromadzonych kompleksów
maskowania nieufności
z dnia na dzień stać się mniej nowoczesna
odwrócić napiętą uwagę
od pospolitego czekania
ale coraz częściej dochodzisz do wniosku
że na wszystko dla ciebie za późno

Po południu przyjdzie sąsiad
z butelką whisky
Oddasz mu się byle jak
znowu bez żadnej gry wstępnej
i będziesz miała wyrzuty sumienia
do następnego razu

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie istockphoto-475166962-1024x1024-1.jpg
grafika - książki

XXX              

Patrzę w obojętne gwiazdy na uśpionym niebie
w ciszy wrześniowej nocy
przyroda oddycha początkiem kolejnej jesieni

Myślę
o urodzie zwykłego życia
o miłości i zrozumieniu
o tym że jesteś moją religią
wymodloną
wiarygodną
wartą każdego zachodu
że wszystkie nadzieje pokładam w tobie
a cała reszta
jest wyuczonym obyczajem
zdawkowym dodatkiem